Powóz zatrzymał się. Stangret otworzył drzwiczki i ukłonił się. Pierwszy wysiadł Hans, aby pomóc zejść pozostałym damom. Najpierw w drzwiach pojawiła się Elinor. Spojrzała na ogromny statek z zachwytem w oczach. Po zejściu ze schodka rzekła:
-A więc to jest Niezatapialny Titanic.
Merida po chwili stanęła obok niej, wciąż trzymając pod rękę księcia. Robiła to tylko z grzeczności, najchętniej wyrwałaby się i uciekła z tego miejsca. Nasunęła kapelusz na czoło, tak aby zakrywał jej widok na liniowiec i otaczających go ludzi. Dopiero na kładce prowadzącej do wejścia podniosła wzrok. Musiała na chwilę przystanąć, aby ogarnąć wzrokiem cały statek. Zachwyciła się przepychem, lecz tuż przed końcem kładki się opanowała i ponownie przybrała kamienną twarz. Udawała, że to nie zrobiło na niej wrażenia, jednak po wejściu do środka, aż zachłysnęła się powietrzem na widok luksusu tego miejsca.
-Jest niesamowity, prawda? - zagadnął Hans, widząc jej zauroczenie, uznał, że to doskonały pretekst, aby zacząć rozmowę i w pewien sposób zbliżyć się do dziewczyny.
-Tak, bardzo kunsztowne wykonanie. - odpowiedziała dumnie, po czym zamilkła.
***
-Zagrajmy jeszcze raz, Jack. Tym razem wygrany bierze 100 funtów i bilet na Titanica. - powiedział Steve dokładając 20£ i przepustkę na statek.
-Overland, jeśli wygrasz będę mógł popłynąć z tobą. Jeden już wygrałeś. - stwierdził z entuzjazmem Flynn, patrząc pożądliwie na bilet.
Chłopak dał się przekonać. Rozpoczęli kolejną rozgrywkę. Jackson oszukiwał, jak zawsze. Podobnie jak jego najlepszy przyjaciel, był kanciarzem i złodziejem. Udało mu się zdobyć kawałek papieru, dzięki któremu mógł bezkarnie wejść na pokład wspaniałego liniowca. Wygranie następnego nie było dla niego kłopotem. Ukrył w rękawie szczęśliwą kartę i po paru minutach gry, bilet i funty były w jego dłoni. Zadowoleni przyjaciele zaczęli się zbierać, ponieważ za 5 minut Titanic odpływał.
-Dziękuję za wspaniałą grę. Jesteście świetnymi graczami. - stwierdził z ironią w głosie Jackson.
-Oszukiwałeś! Ty kanciarzu! - wrzasnął Steve wywalając stół ze złości.
Flynn pozbierał resztę pieniędzy, które, przez furię mężczyzny, znalazły się na ziemi. Steve i jego 2 przyjaciół zbliżali się do chłopaka ze wściekłymi minami. Jeden z nich wyciągnął pistolet z kieszeni i wymierzył do Jacksona. Już miał go zastrzelić, ale na szczęście udało im się uciec. Kulka trafiła w szybę, rozbijając ją. Przyjaciele powkładali pieniądze do kieszeń i zaczęli biec w stronę liniowca, który za parę sekund odpływał. W ostatnim momencie przebiegli przez kładkę, pokazali bilety trzeciej klasy i zostali wpuszczeni na pokład. Flynn i Jackson przybili sobie piatkę, bardzo zadowoleni, że udało im się przybiec na czas, po czym ruszyli na poszukiwanie przydzielonej im kabiny.
-Jack, to niepowtarzalna okazja. Zaledwie wczoraj spaliśmy pod mostem, a dziś płyniemy najbardziej luksusowym statkiem. - powiedział uśmiechnięty brunet spoglądając na szatyna, kiedy znaleźli się w miejscu, gdzie mieli spać. - Ja śpię na górze! - zawołał wdrapując się po drabince na łóżko.
-Przecież to ja wygrałem bilety. Ale jak chcesz. - odpowiedział Jackson i ułożył się na świeżo wypranej, białej pościeli. - Zamierzam teraz odespać wszystkie noce spędzone bez dachu nad głową.
-To powodzenia, bo było ich sporo. - zachichotał Flynn, schodząc z łóżka z zamiarem zwiedzenia liniowca. - Kiedy się obudzisz będę... na Titanicu. - roześmiał się i wyszedł.
Jackson uśmiechnął się i pomyślał, że chyba nikt nie ma takiego szczęścia jak oni. Spróbował wyobrazić sobie, jakby to było, gdyby był szlachetnie urodzony i bogaty. Zapewne nazywał by się Francisco Munerotta, ubierałby się w najlepsze garnitury, sypiał na złocie i byłby wielkim zapatrzonym w siebie snobem. Parsknął śmiechem na tą myśl i przekręcił się na bok z zamiarem zapadnięcia w drzemkę.
-Dziękuję za wspaniałą grę. Jesteście świetnymi graczami. - stwierdził z ironią w głosie Jackson.
-Oszukiwałeś! Ty kanciarzu! - wrzasnął Steve wywalając stół ze złości.
Flynn pozbierał resztę pieniędzy, które, przez furię mężczyzny, znalazły się na ziemi. Steve i jego 2 przyjaciół zbliżali się do chłopaka ze wściekłymi minami. Jeden z nich wyciągnął pistolet z kieszeni i wymierzył do Jacksona. Już miał go zastrzelić, ale na szczęście udało im się uciec. Kulka trafiła w szybę, rozbijając ją. Przyjaciele powkładali pieniądze do kieszeń i zaczęli biec w stronę liniowca, który za parę sekund odpływał. W ostatnim momencie przebiegli przez kładkę, pokazali bilety trzeciej klasy i zostali wpuszczeni na pokład. Flynn i Jackson przybili sobie piatkę, bardzo zadowoleni, że udało im się przybiec na czas, po czym ruszyli na poszukiwanie przydzielonej im kabiny.
-Jack, to niepowtarzalna okazja. Zaledwie wczoraj spaliśmy pod mostem, a dziś płyniemy najbardziej luksusowym statkiem. - powiedział uśmiechnięty brunet spoglądając na szatyna, kiedy znaleźli się w miejscu, gdzie mieli spać. - Ja śpię na górze! - zawołał wdrapując się po drabince na łóżko.
-Przecież to ja wygrałem bilety. Ale jak chcesz. - odpowiedział Jackson i ułożył się na świeżo wypranej, białej pościeli. - Zamierzam teraz odespać wszystkie noce spędzone bez dachu nad głową.
-To powodzenia, bo było ich sporo. - zachichotał Flynn, schodząc z łóżka z zamiarem zwiedzenia liniowca. - Kiedy się obudzisz będę... na Titanicu. - roześmiał się i wyszedł.
Jackson uśmiechnął się i pomyślał, że chyba nikt nie ma takiego szczęścia jak oni. Spróbował wyobrazić sobie, jakby to było, gdyby był szlachetnie urodzony i bogaty. Zapewne nazywał by się Francisco Munerotta, ubierałby się w najlepsze garnitury, sypiał na złocie i byłby wielkim zapatrzonym w siebie snobem. Parsknął śmiechem na tą myśl i przekręcił się na bok z zamiarem zapadnięcia w drzemkę.
***
Merida nachyliła filiżankę i z gracją wzięła łyczek. Denerwowała ją myśl, że matka zmusza ją do małżeństwa. Postanowiła jednak słuchać jej we wszystkim, ponieważ była jedyną bliską osobą, która jej pozostała. Nie chciała wychodzić za mąż, ale wiedziała, że jej obowiązkiem jest zgodzić się i uratować nazwisko, którego po ślubie i tak nie będzie nosić. Wolała się nazywać Merida Nasturia niż DunBroch. Kiedy jej ojciec jeszcze żył, z dumą nosiła swoje nazwisko, jednak teraz chciałaby nazywać się jakkolwiek inaczej.
Dziewczyna zauważyła swoją matkę, szukającą pewnej rzeczy. Natychmiast odłożyła filiżankę na spodek, wstała z miejsca i podeszła do kobiety.
-Szukasz czegoś, matko? - zapytała bez cienia zainteresowania.
-Naszyjnika. Tego, którego Hans ci podarował. Pasuje do twojej nowej sukni, a tym samym sprawisz radość swojemu narzeczonemu, że nosisz jego podarki. - odpowiedziała spokojnie Elinor.
-Hans nie jest moim narzeczonym. - zaprzeczyła Merida, choć wiedziała, że w tym momencie powinna przytaknąć i pomóc szukać.
-To tylko kwestia czasu, kochana. - odpowiedziała kobieta, nachylając się nad szufladą. - Ach, tu jest. - wyciągnęła piękny srebrny naszyjnik.
Podeszła do manekina, na którym wisiała niebieska suknia. Miała bufiaste, krótkie rękawy, sięgała ziemi i była błyszcząca. Merida utkwiła wzrok w miejscu, gdzie materiał opina się ciasno wokół talii, by niżej wypłynać kaskadą połyskujacych falban. Owszem, suknia była przepiękna, ale wiedziała, że się w nią nie zmieści. Elinor przewidziała to, ponieważ wyciągnęła gorset i podeszła z nim do córki.
-Rozbierz się. Czas, abyś się należycie ubrała na przyjęcie. - rozkazała kobieta.
Dziewczyna posłusznie ściągnęła sukienkę i stanęła w samej bieliźnie przed matką. Dama nałożyła jej gorset i ciasno zawiązała. Merida wciągnęła brzuch i starała się nie oddychać głęboko. Zrobiło jej się gorąco, wręcz duszno, ale Elinor nie zwróciła na to uwagi. Pomogła jej włożyć suknię i upięła włosy. Zrobiła córce lekki makijaż i podała niebieskie pantofelki na obcasach. Zapięła Meridzie na szyi naszyjnik i stanęła kilka metrów przed nią.
-Obróć się. - nakazała.
Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie. Obróciła się dwa razy wokół własnej osi tak szybko jak tylko potrafiła. Gorset nie pozwalał na pełne odetchnięcie, a suknia krępowała ruchy. Na szczęście pantofelki były wygodne i komfortowe, inaczej Merida nie wytrzymałaby ani minuty dłużej.
-Wyglądasz przepięknie, córko. Książę będzie Tobą oczarowany. - powiedziała z zachwytem Elinor ustawiając ją przed ogromnym zwierciadłem.
Dziewczyna zauważyła swoją matkę, szukającą pewnej rzeczy. Natychmiast odłożyła filiżankę na spodek, wstała z miejsca i podeszła do kobiety.
-Szukasz czegoś, matko? - zapytała bez cienia zainteresowania.
-Naszyjnika. Tego, którego Hans ci podarował. Pasuje do twojej nowej sukni, a tym samym sprawisz radość swojemu narzeczonemu, że nosisz jego podarki. - odpowiedziała spokojnie Elinor.
-Hans nie jest moim narzeczonym. - zaprzeczyła Merida, choć wiedziała, że w tym momencie powinna przytaknąć i pomóc szukać.
-To tylko kwestia czasu, kochana. - odpowiedziała kobieta, nachylając się nad szufladą. - Ach, tu jest. - wyciągnęła piękny srebrny naszyjnik.
Podeszła do manekina, na którym wisiała niebieska suknia. Miała bufiaste, krótkie rękawy, sięgała ziemi i była błyszcząca. Merida utkwiła wzrok w miejscu, gdzie materiał opina się ciasno wokół talii, by niżej wypłynać kaskadą połyskujacych falban. Owszem, suknia była przepiękna, ale wiedziała, że się w nią nie zmieści. Elinor przewidziała to, ponieważ wyciągnęła gorset i podeszła z nim do córki.
-Rozbierz się. Czas, abyś się należycie ubrała na przyjęcie. - rozkazała kobieta.
Dziewczyna posłusznie ściągnęła sukienkę i stanęła w samej bieliźnie przed matką. Dama nałożyła jej gorset i ciasno zawiązała. Merida wciągnęła brzuch i starała się nie oddychać głęboko. Zrobiło jej się gorąco, wręcz duszno, ale Elinor nie zwróciła na to uwagi. Pomogła jej włożyć suknię i upięła włosy. Zrobiła córce lekki makijaż i podała niebieskie pantofelki na obcasach. Zapięła Meridzie na szyi naszyjnik i stanęła kilka metrów przed nią.
-Obróć się. - nakazała.
Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie. Obróciła się dwa razy wokół własnej osi tak szybko jak tylko potrafiła. Gorset nie pozwalał na pełne odetchnięcie, a suknia krępowała ruchy. Na szczęście pantofelki były wygodne i komfortowe, inaczej Merida nie wytrzymałaby ani minuty dłużej.
-Wyglądasz przepięknie, córko. Książę będzie Tobą oczarowany. - powiedziała z zachwytem Elinor ustawiając ją przed ogromnym zwierciadłem.