Spojrzał na nią. Panna była wycieńczona, lecz na jej twarzy był widoczny cień ulgi. Oddychała głęboko. Była w szoku po przeżytym strachu, nie lepiej czuł się Jackson. Atmosfera stała się bardzo napięta, żadne z nich nie chciało nic powiedzieć, a nie wypadało odejść bez słowa. Chłopak czekał chociaż na słówko podziękowania, na które mógłby skromnie odpowiedzieć "Nie ma za co." i rozstaliby się bez skrępowania.
Nagle dziewczyna złapała się za brzuch i oparła ręką o poręcz. Zaskoczony szatyn przyglądał jej się. Nie wiedział co się jej stało. Chciał jej pomóc, ale nie miał pojęcia jak. Podszedł do niej i przytrzymał jej drugą dłoń.
- Czy wszystko w porządku? - zapytał niepewnie. Dziewczyna spojrzała na niego mętnym wzrokiem i zemdlała. Chłopak wystraszył się. Tuż przed zetknięciem się jej ciała z podłogą, złapał ją i położył. Uklęknął i sprawdził czy oddycha. Nie oddychała. W tej chwili był naprawdę przerażony. Przecież jak ktoś go teraz zobaczy, to lepiej nie myśleć co się stanie.
Delikatnie poklepał ją po policzku, jednak ona nie reagowała. Musiał coś wymyślić, żeby przywrócić jej przytomność. Przypomniał sobie co kiedyś usłyszał na targowisku: " - Jedna dziewczyna zemdlała i musieli uciskać jej klatkę piersiową, by oddech przywrócić. Nawet pan sobie nie zdaje sprawy, jakie to krępujące było. "
- Należy uciskać klatkę piersiową. - stwierdził po chwili namysłu i już miał do tego przystąpić, kiedy spojrzał na jej talię. Była bardzo szczupła. Zauważył rozpięcie z tyłu ciała. Delikatnie odwrócił ją i spostrzegł mocno zawiązany gorset. Sukienka była rozpięta, zapewne próbowała poluzować go sobie. Bez namysłu rozwiązał sznurówki i poluzował je. Z powrotem odwrócił ją na plecy i nachylił się nad nią. Stwierdził, że musi wpuścić jej jakoś powietrze do gardła, a najlepszym rozwiązaniem były usta. Niewiele myśląc rozchylił jej lekko wargi, przyłożył swoje usta do niej i wykonał jej wdech a jego wydech. Dziewczyna zaczęła kaszleć. Uradowany usiadł i przyglądał się jak otwiera oczy i również siada.
- Merida! - usłyszał krzyk i pewien młody mężczyzna podbiegł do nich. Odepchnął Jacksona i pomógł wstać dziewczynie. Panna wtuliła się w niego, na jej twarzy widniało zdumienie, jakby nie spodziewała się go tutaj.
***
Merida usłyszała jak ktoś wykrzykuje jej imię i po chwili przy niej znalazł się Hans. Odepchnął chłopaka i pomógł jej wstać. Dziewczyna była zaskoczona, jeszcze przed chwilą myślała, że nikogo nie zainteresuje co się z nią stanie, a jednak. Pozwoliła się przytulić, lecz gest odwzajemniła tylko na chwilę. Usłyszała głos swojej matki i jeszcze jeden, męski.
- Merido, kochanie, nic ci nie jest? Co on ci robił? - spojrzała z wyrzutem na szatyna, który uratował jej życie.
- Czy pan wie, co panu grozi za coś takiego? - odezwał się kapitan stając po stronie Elinor i złapał go za ramię. Chłopak szybko się wyrwał i prychnął oburzony.
- Chyba pan nie myśli, że mógłbym zrobić coś takiego? Ja tylko pomogłem pannie Meridzie. - odparł spoglądając na dziewczynę.
- Kim jesteś? Bo sądząc po stroju nikim ważnym. - zapytał Hans zbliżając się do niego.
- Nazywam się Jackson Overland i zaręczam, że nic niewłaściwego nie zrobiłem.
- Zależy co pan uważa za niewłaściwe. - odpowiedziała pani DunBroch. Merida natychmiast zareagowała.
- Pan Overland nic nie zrobił. Po prostu przywrócił mi przytomność. - odezwała się patrząc na Jacksona z cieniem uśmiechu i wdzięczności w oczach. Matka przyłożyła sobie dłoń do ust, próbując ukryć, że są otwarte, oczy jej się rozszerzyły. Podeszła do córki i delikatnie położyła rękę na jej ramieniu.
- Jak to przywrócił przytomność? Dlaczego zemdlałaś? - spytała zaskoczona. Merida rozważała ile prawdy jej powiedzieć. Nie mogła wyjawić, że specjalnie się wychyliła, że chciała wskoczyć do oceanu i odejść z tego świata.
- Z przeżytego strachu. Wychyliłam się i prawie wypadłam. Gdyby nie pan Jackson, jużbym mogła nie żyć. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Hans patrzył na nią nieprzekonany, podobny wzrok miał kapitan.
- A dlaczego panienka się wychyliła? - zapytał podejrzliwie brodacz. Merida przełknęła ślinę. Jak na to miała odpowiedzieć? Wytężała mózg, ale nic nie przychodziło jej do głowy.
- Chciałam zobaczyć... - spojrzała na drzwi, na których były... - śruby. - popatrzyła na kapitana, który potarł kciukiem swoją brodę w zadumie.
- Chciała zobaczyć śruby! - roześmiał się Hans, jakby było to najgłupszą rzeczą, jaką mogła powiedzieć dama. Właściwie było.
- No cóż, w każdym razie należy okazać wdzięczność panu Overlandowi za uratowanie pańskiej narzeczonej. - odezwał się kapitan i odszedł. Narzeczonej? - pomyślała Merida z lekkim obrzydzeniem. Nie miała zamiaru za niego wychodzić jednak wiedziała, że to jej obowiązek.
- Dobrze. - zgodził się książę i wyciągnął portfel. Włożył banknot 20-dolarowy w dłonie Jacksona. - Tyle powinno wystarczyć.
- Hans, to tyle jest warte moje bezpieczeństwo? - zainterweniowała dziewczyna. Nie chciała, aby jej przyszły narzeczony odprawił jej bohatera z niczym. Miała nadzieję, że mężczyzna zrobi coś więcej.
- Masz rację. - odpowiedział z fałszywym uśmiechem, który panna od razu zauważyła. - Jutro wieczorem urządzam przyjęcie z pewnej okazji. Czuj się zaproszony. - powiedział po czym wziął Meridę pod rękę i odeszli. Dziewczyna zastanawiała się z jakiej okazji ma być to przyjęcie. Może w związku z jego kolejnym interesem? Postanowiła nie pytać, następnego dnia się dowie.
- Chciała zobaczyć śruby! - roześmiał się Hans, jakby było to najgłupszą rzeczą, jaką mogła powiedzieć dama. Właściwie było.
- No cóż, w każdym razie należy okazać wdzięczność panu Overlandowi za uratowanie pańskiej narzeczonej. - odezwał się kapitan i odszedł. Narzeczonej? - pomyślała Merida z lekkim obrzydzeniem. Nie miała zamiaru za niego wychodzić jednak wiedziała, że to jej obowiązek.
- Dobrze. - zgodził się książę i wyciągnął portfel. Włożył banknot 20-dolarowy w dłonie Jacksona. - Tyle powinno wystarczyć.
- Hans, to tyle jest warte moje bezpieczeństwo? - zainterweniowała dziewczyna. Nie chciała, aby jej przyszły narzeczony odprawił jej bohatera z niczym. Miała nadzieję, że mężczyzna zrobi coś więcej.
- Masz rację. - odpowiedział z fałszywym uśmiechem, który panna od razu zauważyła. - Jutro wieczorem urządzam przyjęcie z pewnej okazji. Czuj się zaproszony. - powiedział po czym wziął Meridę pod rękę i odeszli. Dziewczyna zastanawiała się z jakiej okazji ma być to przyjęcie. Może w związku z jego kolejnym interesem? Postanowiła nie pytać, następnego dnia się dowie.
***
Trochę krótki, ale nie martwcie się. Następny rozdział będzie długi i opisze cały dzień łącznie z przyjęciem. Do następnego.